Mój Młynarski

Każdy chyba ma swojego Młynarskiego, przynajmniej każdy z grona tych z przykurzonymi już trochę peselami. Ale jest to przecież grupa wykraczająca daleko poza jedno pokolenie.

Choć wielokrotnie już dawałem do zrozumienia, że najważniejsza dla mnie jest muzyka, że dobry tekst nie jest warunkiem niezbędnym – zawsze przyjemniej nadstawić ucha i posłuchać nie tylko jak, ale i co konkretnie śpiewa wokalista.

Urodziłem się ponad pół wieku temu, zbyt późno, by dostatecznie mocno i w pełny sposób załapać się na artystyczne apogeum rockowe, czyli drugą połowę lat 60. i pierwszą następnej dekady (inna sprawa, ilu ludzi po tej stronie muru berlińskiego miało wtedy szeroki dostęp do tamtej muzyki?). Ale w sam raz, by jako kilkuletni chłopak od razu ustawić swoje słowno-muzyczne radary na właściwe – jak nieskromnie mniemam – tory. By odróżniać

dwie prędkości:

oddzielić Niemena, Skaldów, Polan, Breakout czy Grechutę od Czerwonych Gitar, No To Co albo Trubadurów, a także uczyć się wyczuwać różnicę między frazą „Lampa nad progiem i krzesło, i drzwi – wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, od na przykład takiej: „Idzie czerwiec borem, lasem, drogą i bezdrożem. Jedną nogą jeszcze tutaj, drugą już za morzem”.



Jedną z pierwszych płyt bigbitowych w moim domu był drugi krążek Skaldów (gra mi teraz, gdy piszę te słowa, i trzyma za gardło chyba mocniej niż przed laty). Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał (1968) to lekcja kultury muzycznej, szlachetne połączenie tradycyjnej piosenki z elementami rocka i polskiego folkloru, zaś warstwa muzyczna doprawiona jest jeszcze tekstami trójki mistrzów pióra: Agnieszki Osieckiej, Leszka Aleksandra Moczulskiego i Wojciecha Młynarskiego. Autorstwa tego ostatniego są słowa piosenki tytułowej, dowcipem skrzy się Będzie kolęda („Jezusie, Jezusie, plamy są na obrusie, trza je prać”), a do tego Sen dla mojej dziewczyny i kończący płytę Czy jeszcze zdążę. Na trzecim krążku zespołu pojawiają się kolejne dwa teksty Młynarskiego – Bas oraz Prześliczna wiolonczelistka, jedna z

najpiękniejszych piosenek


w repertuarze grupy i całej rodzimej muzyce nie-poważnej. Na czwartej płycie mamy jeszcze Katastrofę („Nad każdym wisi katastrofa”).

Czesław Niemen wspominał, jak podczas festiwalu opolskiego w 1968 roku podszedł do niego Wojciech Młynarski i powiedział: „Gdybyś tak skrobnął muzykę do wiersza Norwida Bema pamięci żałobny rapsod, to byłoby coś!”. Cztery utwory z tekstami samego Młynarskiego znalazły się natomiast na piątym, tzw. czerwonym albumie Niemena – Wróć jeszcze dziś, Zechcesz mnie, zechcesz, Chwila ciszy oraz Muzyko moja.



Generalnie jednak trudno uznać Młynarskiego za tekściarza rockowego. Ryzykowne jest dociekanie, dlaczego. Może stało się tak, ponieważ mocne granie prawie zamarło w Polsce w latach 70., a z nastaniem kolejnej dekady i pierwszej Solidarności poszło w nieco innym kierunku: od tego momentu muzycy najczęściej sami piszą teksty, co, niestety, wielokrotnie skutkuje poruszaniem się na granicy banału i grafomanii.

*
Do klimatów spod znaku Starszych Panów trzeba dojrzeć, więc do utworów takich jak Z kim ci będzie tak źle jak ze mną dorastałem długo. I choć nigdy nie byłem entuzjastą piosenki o korzeniach „przedrockowych”, francuskiej czy rosyjskiej, Młynarski raz po raz odciskał się w mojej głowie.
Nie sposób nie pamiętać najlepszego solowego okresu Ewy Bem i piosenek Żyj kolorowo albo Moje serce to jest muzyk, nie pozostałem też obojętny na frywolne wdzięki utworu z repertuaru Hanny Banaszak - Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia. Bliższa mi stylistycznie od dwóch wymienionych tutaj pań Krystyna Prońko fantastycznie zaśpiewała Poranne łzy.



Wielbicielem

wokalistyki

Młynarskiego nie byłem, ale przecież jako szczeniak nuciłem Jesteśmy na wczasach, doświadczałem na własnej skórze, jak bon moty mistrza przechodziły do języka mówionego, jak choćby „Przyjdzie walec i wyrówna” czy też „Jeszcze w zielone gramy”. A Nie ma jak u mamy doceniałem coraz bardziej wraz z upływem czasu, słowa tej piosenki wzruszały wciąż bardziej, im więcej siwych włosów miała moja mama. Te słowa są piękne i mocne - i takimi pozostaną, choć jej nie ma już wśród żywych.



Od kilkunastu dni nie ma też już z nami Wojciecha Młynarskiego. Który sprawdza, jak to jest być artystą idącym do nieba. A nam żal, bo tutaj znów zrobiło się puściej.

Trwa ładowanie komentarzy...